Pandemia koronawirusa to jeszcze szersza przestrzeń do oszustów internetowych. W sobotę przekazaliśmy francuskiej policji dane Polaka, który stracił odzież sportową i buty stając się ofiarą oszukańczej transakcji internetowej.
Szczegóły oszustwa, numery IP, numery telefonów i dane miejsca odbioru towaru otrzymał od nas Komendant francuskiej policji w Annemasse tuż przy granicy ze Szwajcarią.
- Komendant nazywa się Pierre Alalin Faramaz. Prosił by wszystkie szczegóły przekazać mu drogą mailową razem z załącznikami będącymi dowodem tego przestępstwa - Poinformował nas oficer dyżurny komendy policji w Annemasse, który specjalnie dla nas otworzył zamkniętą w sobotę jednostkę.
Jeszcze tego samego dnia komendant otrzymał maila w języku francuskim ze szczegółami przestępstwa. Towar zamówiony we wrześniu został dostarczony poprzez kurierów DPD do magazynów pod Paryżem. Tyle że oszuści nakłamali że są one pełne i nie można pudełek z butami i koszulkami tam zostawić.
Towar z trzech dostaw znalazł się więc w jednym magazynie DPD pod Paryżem. I to stamtąd właśnie przestępcy towar odebrali i zniknęli.
- Francuscy policjanci otrzymali również analizę teleinformatyczną telefonów oszustów. To może znacznie ułatwić im namierzenie przestępców - przekazuję Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net i Telewizja.Patriot24.net
- Żyjemy w XIX wieku i pojawia się pytanie: kto jest sprytniejszy? Oszuści działający pod przykrywką pandemii? Czy francuska policja oraz jej profesjonalne kadry? - pyta nasz Redaktor Naczelny.
Pojawia się kolejne pytanie do firmy Eurel Hermes: dlaczego wydała rekomendację dla transakcji z oszustami i czy teraz wypłaci odszkodowanie za brak swojego profesjonalizmu?
Przypomnijmy, że to już kolejna błędna rekomendacja Eurel Hermes w Polsce. O wcześniejszej aferze pisaliśmy pod linkiem:
Pięcioletni syn Julii z Białegostoku od kilku miesięcy pozostaje poza opieką matki. Chłopiec został zabrany z przedszkola, obecnie nie uczęszcza do placówki, a jego kontakt z matką i jej rodziną został przerwany. Sprawą zajmują się sąd rodzinny oraz prokuratura. Do redakcji Patriot24.net trafiły także dokumenty dotyczące wcześniejszych poważnych kryzysów psychicznych ojca dziecka, w tym próby samobójczej.
Do redakcji Patriot24.net zgłosił się przedsiębiorca, który twierdzi, że od wielu miesięcy bezskutecznie próbuje odzyskać pieniądze za dostarczony towar. Chodzi o dostawę ogórków o wartości ponad 200 tysięcy złotych brutto, której odbiorcą miała być Grupa Producentów Green Group Sp. z o.o.
Sprawa lekarza neurochirurga, wokół której od wielu miesięcy pojawiają się pytania dotyczące działań organów samorządu lekarskiego, trafiła pod uwagę Ministerstwa Zdrowia.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.